Przemówienie Premiera Saksonii, Prof. dr Georga Milbradta, z okazji przyznania przez Fundację Pro Archaeologia Saxoniae Nagrody im. Wernera Coblenza. Drezno, dnia 30 listopada 2004 roku.

Szanowna Pani Oexle,
Szanowny Panie de Marcus,
Szanowny Panie von Thadden,
Szanowni Państwo!

Mam zaszczyt powitać Państwa z okazji przyznania przez Fundację Pro Archaeologia Saxoniae Nagrody im. Wernera Coblenza. Miejsce, w którym się znajdujemy, już od ponad 200 lat prezentuje kulturę dawno minionych czasów, a jego wspaniała architektura przedstawia zarazem historię naszego kraju.
To historyczne otoczenie uzmysławia nam jednocześnie, że kiedy mówimy o dziejowych wydarzeniach, zapominamy o tej najdalszej przeszłości.

Pół roku temu miało miejsce ważne wydarzenie. 30 kwietnia świętowaliśmy u styku trzech granic w Zittau „Godzinę gwiazd Europy”, a 1 maja dokonało się ponowne zjednoczenie Europy – bez wątpienia wielki, historyczny moment.

Mowa może być jednak zwodnicza. Nie istnieje bowiem tylko jedna historia europejskiego zjednoczenia, jest ich wiele. Czyż nie jest tak, że siedemdziesięciolatek z Görlitz lub Zgorzelca, z Zittau lub Liberec inaczej przeżył polityczne powiększenie Unii Europejskiej niż piętnastolatek?
Będąc Niemcami, Polakami i Czechami należą do tego samego narodowego kręgu wspomnień oraz czerpią ze wspólnej tradycji kulturowej. Istnieją jednak różne opinie na temat rozszerzenia EU, na które mają wpływ doświadczenia różnych pokoleń.
Pewien starszy mężczyzna płacił w ciągu swojego całego życia w trzech różnych walutach narodowych po stronie czeskiej i co najmniej w czterech po stronie niemieckiej. Przeżył on otwarte i zamknięte granice, doświadczył momentu, w którym granicami państwowymi stały się granice językowe.

Wyobraźmy sobie inny przykład - młoda kobieta, dajmy na to mieszkanka Zittau, otrzymała pierwsze zarobione pieniądze w euro i nie będzie już nigdy musiała przestawić się na inny środek płatniczy. Jeśli mieszka ona w Polsce lub Czechach, oczekuje ją moment wprowadzenie euro.
Inna młoda dziewczyna dowie się z opowieści rodzinnych lub lekcji w szkole, że formowanie przebiegu granic podlegało częstym zmianom. Jednakże jej „komunikatywną pamięć”, jak ją nazywa Jan Assmann, kształtować będą głównie własne „doświadczenia z granicami”.

Oznacza to, że nasza pamięć historyczna posiada silne zabarwienie biograficzne. Właśnie tutaj – w Europie Środkowej – zmieniające się granice kształtowały koleje naszych losów. Tak jak saksońsko-czeska granica wycisnęła piętno na życiu siedemdziesięciolatka z „krainy u styku trzech granic”, tak też wpłynęły one na „biografię” Europy.

Szanowny Panie von Thadden. Przytoczę Pana trafne sformułowanie „granice są tematem Europy”.
„Dla nas Niemców”, pisze Pan, „granice posiadają z reguły mniejsze znaczenie niż dla naszych francuskich sąsiadów. Kochamy łagodne przejścia, szerokie granice, które zapewniają przestrzeń działania i które bardziej łączą niż dzielą”.
Dalej stwierdza Pan, że doświadczone w życiu przez Pana granice „sporadycznie były łagodne i łączące”, znacznie częściej były to granice podziałów.
Ostatecznie opisuje Pan, jak granice w Pańskim życiu „konkretyzowały się w ciągle nowych wariantach” – od granic rodzinnego miasta po granice dzielące oba niemieckie państwa.

Szanowni Państwo. Jeśli pragniecie zastanowić się nad pytaniem, gdzie w naszym życiu przebiegają różne granice, zachęcam do przeczytania publikacji Pana von Thaddena „Grenzerfahrungen, Gedanken auf dem Weg von Pommern nach Europa”.

Już w samym stwierdzeniu, że z jednej strony uważamy granice za łagodne i płynne,  z drugiej zaś strony za rozdzielające, kryje się wyraźne zaprzeczenie. Przedstawia ono jednak trafny opis wielowarstwowej, częściowo podzielonej wspólnoty myślowej u styku trzech granic Saksonii, Polski i Czech.
Negacja ta stwarza jednocześnie pomost między bolesnymi doświadczeniami przeszłości oraz wiarą w przyszłość łagodnych granic.

Ostatecznie, z tych przeczących sobie doświadczeń granicznych wyłania się wyraźna potrzeba tolerowania i odkrywania w tych granicach, we wszystkich formach ich istnienia, możliwości działania.
Obok realnych granic i obszarów granicznych istnieją także granice wspomnień. Krytyczne spojrzenie na to zagadnienie wydaje się być interesującym zadaniem i powinno być spostrzegane jako perspektywa działania.

Chciałbym przedstawić Państwu istniejące możliwości na następującym przykładzie.

W Saksonii mieszka pochodzące ze Śląska i Czech pokolenie. Przybyli oni na te ziemie po II wojnie światowej. Ich wnukowie wychowali się w państwowym ładzie okresu powojennego. Właśnie temu pokoleniu musimy dać szansę poznania ojczyzny ich dziadków oraz przekroczenia granic językowych.
Niewystarczająca znajomość języka czeskiego oraz polskiego może sprawić trudności w zamiarach tych młodych ludzi. Istnienie dwujęzycznych szkół, jak Czesko-Niemieckie Gimnazjum w Pirnie lub Polsko-Niemieckie Gimnazjum w Görlitz, wesprze ich w odkrywaniu ojczyzny dziadków.

Znajomość języków jest użyteczna nie tylko dla poznania kraju przodków, lecz ułatwia również współżycie w systemie istniejących granic oraz umożliwia porozumienie się poza ich zasięgiem.

Wielojęzyczność nie przyczyni się jednakże do usunięcia tych granic, jak Pan nam - Panie Thadden - w publikacji przypomina. Język nie jest neutralny i raczej stale podkreśla różnice. Doświadczamy tego w naszym własnym kraju, używając dialektów o różnym prestiżu. Język saksoński uważany był do połowy XVIII wieku za wykwintny, godny naśladowania dialekt. Dzisiaj jest raczej podstawą do żartów.
Język może też w różny sposób przedstawiać otaczający świat. Być może wiecie Państwo, że posiadamy tylko jedno słowo oznaczające śnieg (Schnee), Eskimosi zaś dwadzieścia różnych określeń. Z kolei w Czechach, inaczej niż w Niemczech, nie istnieje odpowiednik słowa „Böhmen” lub „böhmisch”.

Funkcja demarkacyjna języka tkwi także w słowie granica (Grenze). Jest to jedno z niewielu niemieckich słów, które zapożyczone zostało z języka zachodniosłowiańskiego. Obszary graniczne państwa frankońskiego nazywano pierwotnie marchiami, jak np. Marchia Miśnieńska. Zakon niemiecki przejął już w XIII wieku polskie słowo granica, z którego wywodzi się słowo Grenze.

Język jest więc środkiem uzmysławiania granic, lub uogólniając, wyraźnego zróżnicowania. Przykład Szwajcarii świadczy jednak, że granice językowe nie muszą odpowiadać granicom państwowym. Dlatego też powinniśmy widzieć w nauce języka naszych sąsiadów otwierające się przed nami możliwości.

Podczas rozmów możemy przekonać się, czy granice są dla nas rzeczywistym podziałem, czymś co nas dzieli, czy też raczej obszerną marchią – płynnym przejściem, oddzielającym dwa podobne do siebie narody.

Jestem przekonany, że podczas rozmów uzmysłowimy sobie, że granice stanowią raczej przejście niż swoiste graniczenie.

Ponownie uświadomimy sobie, że narodowe granice nie są jednocześnie granicami kulturowymi, jak uważano w wielkich narodowych dziełach literackich XIX wieku.
Do wiodących przedstawicieli, tworzących tę narodową historię, należeli badacze języka i mowy, a także archeolodzy i historycy sztuki.
Swoją działalnością służyli ideologii narodowego socjalizmu - przekonaniu, że kultura i państwo muszą być jednorodne i czyste pod względem etnicznym, co doprowadziło ostatecznie do tragedii XX wieku.

Podobny naukowy dogmat mogliśmy zaobserwować ostatnio w Europie, kiedy to archeolodzy asystowali w sporządzeniu mapy „etnicznie czystej” Serbii. Zapomnijmy o tych przykładach...

Rok 1989 był okresem zmian także w nauce. Wyswobadzając się spod wpływów politycznych i partyjnych, powstała niezależna, wszechstronna i suwerennie rozwijająca się nauka.
Wszystkie nauki humanistyczne, szczególnie nauki historyczne, przezwyciężyły ich służalczą funkcję w konflikcie ideologicznym i stały się, jak stwierdził były Konsul Polski Jerzy Kranz, same historią.

Na tej podstawie, Środkowoniemiecka Spółka Akcyjna Węgla Brunatnego, z jej Przewodniczącym Zarządu Panem Brucem de Marcus´em, zdecydowała się wesprzeć ten proces myślowy, tworząc Fundację Pro Archaeologia Saxoniae.

Uważam, że jest to decyzja przecierająca szlaki. Jeśli zjednoczona Europa chce być nie tylko wielkim rynkiem wewnętrznym świata, lecz także projektem politycznym, musi być świadoma swoich korzeni. Przyszłość nie istnieje bez przeszłości.
Pod pojęciem źródła pochodzenia kryje się nie tylko wspólna wszystkim Europejczykom kultura zachodniochrześcijańska. Pochodzenie oznacza także, że pozbawieni kompleksów niższości oraz pychy przyznajemy się do naszej historii i kultury narodowej.

Niejeden z Niemców o poglądach antypaństwowych chciałby obecnie widzieć tylko podobieństwa i zapomnieć o wszelkich różnicach lub uważać je za zły wymysł.
Ta zrozumiała postawa w obliczu spustoszeń, które spowodował nacjonalizm w Europie, wyklucza jednakże fakt, że tożsamość potrzebuje granic, które gwarantują jej trwałość i formę.

Taka postawa zaprzecza maksymie EU: in varietate concordia – połączeni różnorodnością. Nie jest pojmowana przy tym społeczność wielokulturowa, lecz różnorodność kultur narodowych oraz narodowych kręgów myślowych. Tej rozmaitości nie można zastąpić internacjonalistyczną dowolnością, nie rezygnując przy tym z Europy.

Niemniej, tożsamość nie bazuje wyłącznie na nas lub na naszej kulturze, lecz także na kontakcie z obczyzną. Myślą przewodnią Fundacji jest więc wspierania międzynarodowej archeologii w „krainie u styku trzech granic”.

Fundacja zamierza co dwa lata nagradzać czterech naukowców, którzy dokonali w tej dziedzinie wyróżniających się prac. W tym roku przyznana zostanie po raz pierwszy Nagroda im. Wernera Coblenza, Stypendium im. Gerharda Bersu oraz Nagroda Specjalna.

Chciałbym skorzystać z okazji, aby ponownie podziękować Fundacji Pro Archaeologia Saxoniae, a także ofiarodawcy Środkowoniemieckiej Spółce Akcyjnej Węgla Brunatnego za ich zaangażowanie.

Proszę niniejszym o wystąpienie osób nagrodzonych Nagrodą im. Wernera Coblenza, Dr hab. Sławomira Moździocha oraz Dr Dirka Scheidemantela. Ladatorów Dr Jana Klapste oraz Prof. Zbigniewa Kobylińkiego proszę o podejście do mównicy.